kalendarz adwentowy diy
DOM,  LIFESTYLE,  ZRÓB TO SAM

Kalendarz adwentowy DIY. Czyli tradycyjnie, ale w inny sposób

Na czas świątecznych przygotowań , nie może u mnie zabraknąć kalendarza adwentowego. W latach dzieciństwa była to dla mnie jedna z tradycji, dlatego postanowiłam ją zachować w nieco innej formie. Wtedy towarzyszył mi co roku zwykły papierowy kalendarz z czekoladkami w środku, który po przekroczeniu długo wyczekiwanej cyfry 24, wyrzucało się do śmieci. W tym roku postanowiłam zrobić własny kalendarz adwentowy metodą DIY, który posłuży dla całej naszej rodzinki. Przynajmniej potowarzyszy nam na dłużej, niż tylko na jeden adwent 😉 Może mój pomysł zainspiruje Was do zrobienia czegoś podobnego? Zapraszam do wpisu.

Kalendarz adwentowy DIY. Potrzebne elementy

Aby zrobić tego typu kalendarz, nie potrzebujemy zbyt wiele 😉 Poniżej przedstawiam Wam listę poglądową, co użyłam na jego przygotowanie:

  • drewniana sklejka o grubości 6 mm i wymiarach 90 x 90 cm
  • biała bejca dekoracyjna do drewna
  • materiały na skarpety: welur tapicerski, białe futerko, sznurek do powieszenia, złota lama (na liczby)
  • złota farba dekoracyjna
  • elementy dodatkowe: sztuczne gałązki choinkowe, suszki
  • mosiężne gwoździe do powieszenia skarpet
  • wzór napisu na kartce A4
  • potrzebne narzędzia: pędzel do bejcowania, pędzelek do napisu, młotek, klej na gorąco, maszyna do szycia, mocna taśma dwustronna

To są w sumie wszystkie rzeczy, które użyłam do przygotowania tego kalendarza. Cała reszta to już w sumie pomysł i jego realizacja 🙂 Do uszycia skarpet bardzo pomocny okazał się dla mnie gotowy tutorial z bloga Tkaniny Karoliny: Jak uszyć skarpetę na świąteczne prezenty? Jedyne, co zmieniłam, to oczywiście jej wymiary oraz fazę końcową przygotowań – nie wszywałam do środka skarpet podszewek.

Pierwszy etap

Na samym początku zabrałam się za uszycie wszystkich potrzebnych skarpet. Ponieważ musiałam ich zrobić dość dużo, a ich format jest raczej małych rozmiarów, zajęło mi to w sumie najwięcej czasu. Podczas szycia pierwszych skarpet nie szło mi zbyt rewelacyjnie, ponieważ końcowa faza wszywania futerka w niewielki format dołu skarpetki, nie należał jak dla mnie do zbyt prostych. Futerko podczas szycia zasłaniało dolny materiał, a ponieważ sam obwód skarpety jest mały – nie do końca widziałam, czy szyję prosto, czy nie 😉 Na szczęście po każdej kolejnej sztuce szło coraz lepiej. Jak się dokładnie przyjrzycie kalendarzowi, to zobaczycie, że jedna skarpeta jest mniejsza od pozostałych – to moja pierwsza 😀 Postanowiłam ją zostawić – w końcu nie ma co ukrywać czegoś, co nam nie wyjdzie rewelacyjnie. Ważne, aby próbować dalej 🙂

Po uszyciu wszystkich 24 skarpet, zabrałam się za przygotowanie cyfr. Postanowiłam zrobić je w taki sposób, aby po zakończeniu adwentu można je było ściągnąć. Skarpety chcę jeszcze później użyć do zawieszenia na choince – czyli będzie funkcjonalnie i elegancko 🙂 Szablony cyfr odrysowałam ręcznie na kartce, a następnie wszystkie potrzebne warianty liczb odrysowałam na materiale. W tym przypadku tkanina lama sprawdziła się świetnie, ponieważ się nie pruje, a jednocześnie po użyciu dwustronnej taśmy i przyklejeniu cyferek na welur, dobrze się trzyma. Jedynym minusem okazała się tutaj sama jakość taśmy dwustronnej.

Polecam Wam raczej zakupić porządniejszą i droższą w dobrym sklepie budowlanym, np. Castoramie. Tą, którą użyłam, zakupiłam raz na szybkich zakupach w sklepie papierniczym i w porównaniu do tych z sieci sklepów budowlanych, ta się słabo sprawdziła. Dlatego i tak będę te cyferki wzmacniać mocniejszą taśmą. Wniosek w związku z tą sytuacją nasunął mi się tylko jeden. Kiedy mam coś sprawdzonego w danym sklepie, nie będę się więcej zadowalać czymś z innych niepewnych miejsc tylko dlatego, że akurat się śpieszyłam i że “i tak trzeba to kupić” 😉

IMG 45100 1 977x1024 Kalendarz adwentowy DIY. Czyli tradycyjnie, ale w inny sposób

Kalendarz adwentowy: drugi etap

W kolejnym kroku zabrałam się za przygotowanie drewnianej płyty. Najpierw ją pomalowałam białą bejcą z obu stron oraz po bokach. Po dokładnym wyschnięciu bejcy, z wydrukowanego przeze mnie szablonu zrobiłam szkic czcionki pośrodku płyty. Gdyby ktoś z Was chciał się posłużyć takim samym typem – u mnie była to czcionka Great Vibes ze strony Google Fonts. Sam napis postanowiłam zrobić po angielsku – bo lubię języki obce i ładnie mi to “brzmiało” 😉 Później miałam pod względem malowania trochę kreatywnej zabawy. Wzór czcionki namalowałam cienkim pędzelkiem. Później odmierzyłam równe punkty na całości płyty, a następnie zabrałam się za mocowanie gwoździ. W tym przypadku pomoc męża była nieoceniona, ponieważ mi to trochę słabo szło. Stwierdzam, że męska ręka ma tego typu umiejętności we krwi 😉 W sumie we wszystkich pracach wymagających pracy technicznej, czyli np. zakup odpowiedniej płyty czy mocowanie kalendarza na ścianę, powoływałam się na męską pomoc. Tutaj kieruję ukłony w stronę płci przeciwnej i męża – dobrze, że jesteście 😀 Wiem, że mogłabym wszystko zrobić sama, bo pewnie ostatecznie jakoś dałabym radę, ale czasem warto jednak poprosić o wsparcie.

W tym kroku nadchodzi czas na dekorowanie tych przestrzeni, które będą na kalendarzu puste. Jeśli chcecie postawić na minimalizm, możecie oczywiście zostawić go w takiej formie, jakiej już jest. Ja akurat postanowiłam dodać trochę drobiazgów. Ponieważ tego roku stawiam w dekoracjach na tematykę choinki i gałązek, posłużyłam się tutaj właśnie taką koncepcją, a dla dopełnienia całości gdzieniegdzie rozmieściłam świąteczne suszki. Wszystkie elementy mocowałam klejem na gorąco. To, czego Wy użyjecie do dekoracji, zależy od Waszej osobistej koncepcji 🙂 Możecie zrobić podobnie, albo stworzyć coś zupełnie innego.

Prace końcowe

Po udekorowaniu kalendarza, zabraliśmy się razem z mężem za jego powieszenie. W tym celu użyliśmy rzepów na ścianę. Według producenta, maksymalne obciążenie jednego rzepa wynosi 4 kg – czyli tyle, ile waży cały kalendarz. Osobiście, to wolałam być w tym wypadku zapobiegawcza i ostrożna – dlatego ostatecznie umocowaliśmy na nim chyba 10 takich rzepów 😉 Teraz mam przynajmniej komfort psychiczny i wiem, że na pewno nie spadnie nikomu na głowę – zwłaszcza Kruszynie.

Na sam koniec przyszedł czas na powieszenie skarpet. Przez chwilę miałam dylemat, czy oznaczenia dni rozmieszczać w wersji wymieszanej – tzn. tak, jak jest zazwyczaj w gotowych kalendarzach. Ostatecznie postawiłam w tym przypadku na klasykę i prostotę – dlatego numery wiszą po kolei. Na samym kalendarzu sporo się dzieje, więc dodatkowe “mieszanie” ze sobą liczb mogłoby zburzyć poczucie harmonii.

Teraz krótko o tym, co najważniejsze – czyli o wypełnieniu 😉 W smakołykach i słodyczach mamy w tym wypadku dowolność i różnorodność, co jest ogromnym plusem tego typu kalendarza. Domowe ciasteczka, owoce, drobne słodycze, np. cukierki – kto, co woli. Nawet można zrobić sobie w takim przypadku kalendarz w wersji intelektualnej. Czyli przykładowo: na każdy dzień może to być cytat osoby, która nas inspiruje albo różnorodne zadania do wykonania na dany dzień. Wybór należy do Was. U nas na ten rok będą to zarówno słodycze, jak i zadania na konkretny dzień 🙂

Podsumowanie

Liczę, że tego typu pomysł na kalendarz adwentowy Wam się spodobał. Może zrobicie coś podobnego dla siebie? 🙂 Na ten moment przede mną jeszcze parę projektów, tworzenie i pakowanie prezentów, dekorowanie domu i tworzenie smacznych wypieków. Liczę, że zdążę ze wszystkim 😉 Po więcej pomysłów (nie tylko związanych ze świętami), zapraszam tutaj. Blog wciąż się rozwija, dlatego liczę na to, że na razie sam wymiar jakościowy, niż ilościowy Wam wystarczy 🙂

Życzę Wam jak najwięcej radości na czas świątecznych przygotowań! No i oczywiście słodkich niespodzianek na każdy dzień adwentu 😉

Ania

IMG 4495 1011x1024 Kalendarz adwentowy DIY. Czyli tradycyjnie, ale w inny sposób
IMG 4514 1024x683 Kalendarz adwentowy DIY. Czyli tradycyjnie, ale w inny sposób
IMG 4508 735x1024 Kalendarz adwentowy DIY. Czyli tradycyjnie, ale w inny sposób

Cześć! Jestem Ania i pasjonuję się szyciem. Na moim blogu znajdziesz różne szyciowe inspiracje, tutoriale, wzmianki o macierzyństwie, a nawet przepisy i wiele więcej. Biała Nić (nią szyję najwięcej) to blog nie tylko o szyciu, choć głównie na nim się opiera. Liczę, że w moim małym świecie znajdziesz coś dla siebie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *