ostatnie historie recenzja
LIFESTYLE & MUMSTYLE

Ostatnie historie Olgi Tokarczuk – pierwsza recenzja książki na blogu

Do współczesnej polskiej powieści przymierzałam się dość długo, bo kilka dobrych lat – wcześniej sięgałam głównie do zagranicznej. Jednymi z pierwszych narodowych nabytków były u mnie książki Olgi Tokarczuk. Dziś przedstawiam Wam osobiste doświadczenia czytelnicze związane z powieścią Ostatnie historie i jest to w sumie moja pierwsza recenzja w życiu – liczę, że żadnych farmazonów tu nie będzie 😉 Z ciekawości prześledziłam parę recenzji i opinii komentujących w Internecie na temat tej powieści i wszędzie wyczytałam dość podobnie brzmiące słowa. Zwłaszcza o tym, że jest to powieść napisana w bardzo pesymistyczny sposób i nie jest dla wszystkich, bo porusza tematy, które nie są do końca “właściwe”. Osobiście uważam inaczej – w moim odczuciu jest to książka dla każdego, ale na różnym etapie życia czy osobistego rozwoju danego czytelnika.

Ponieważ każdy człowiek pewnego dnia zetknie się w swoim życiu z utratą bliskiej osoby, a nawet z własną śmiercią, niesłusznym zabiegiem byłoby wypieranie tej “ludzkiej właściwości” z obiegu współczesnego życia. Oceniając ją w wymiarze pesymizmu, to podczas jej lektury nie dopatrzyłam się aż tak ogromnych z nią związków, których nie mogłaby przeczytać literacko wrażliwa osoba. W niektórych powieściach także należę do czytelników tego typu i co jakiś czas wczuwam się empatycznie w sytuacje bohaterów, więc jestem w stanie zrozumieć powody, dla których Ostatnie historie mogłyby uchodzić u niektórych za trudną literaturę. Jednak obcując z tą książką, postanowiłam podejść do niej z nieco większym dystansem emocjonalnym – by treści, które chciałam poznać, przemówiły do mnie nieco inaczej. Być może był to niewielki klucz wobec skupienia się także na innych ważnych motywach i próbach odkrycia dodatkowych, ukrytych w niej znaczeń 🙂

O czym są “Ostatnie historie” i jaki posiadają główny motyw?

Książka opowiada o trzech kobietach, które łączą więzy krwi. Ida, jej matka Paraskewia i Maja – córka Idy. W takiej właśnie kolejności zostaje nam podany urywek życia każdej z nich, który w wymiarze ogólnym skupia się na momencie doświadczenia śmierci kogoś z ich pobliskiego grona. U Idy był to pies chorujący na raka, który umiera w jej obecności oraz subiektywne odczuwanie własnej “śmierci” z powodu jej choroby serca. Paraskewia doświadcza śmierci swojego męża, a o historię Mai subtelnie ociera się odejście iluzjonisty, który w czasie jej pobytu na wyspie, uczył wcześniej magicznych sztuczek jej syna. Przewijające się główne motywy w powieści “Ostatnie historie” wiążą się ze śmiercią, utratą i przemijaniem, którymi autorka operuje w taki sposób, by ukazać ich wyższość i ponadczasowość w stosunku do istoty ludzkiej. Każda z nich zupełnie inaczej doświadcza poczucia utraty, odmienne są też ich koleje losu, które w dużej mierze niewiele mają ze sobą wspólnego. Choć są bardzo bliską rodziną, na tym kończy się ich więź.

To, co między nimi wybrzmiewa w relacji, jest napiętnowane obojętnością, żalem, czasem wręcz rosnącą nienawiścią. Dlatego kolejnym motywem są według mnie trudności w pogłębianiu rodzinnych relacji oraz subtelne próby przekazania ich przyczyn odbiorcy, które czasem widnieją jedynie “między wierszami”. Kiedy Ida nie chce mieć zbyt wiele do czynienia z własną matką, może to wynikać z kilku różnych przedstawionych powodów. Przykładowe z nich to wieloletnie uprzedzenia, zamknięcie się w sobie, odmienny sposób bycia czy odkrycie przykrej prawdy wiążącej się ze zdradą ojca Idy. Każde wydarzenie wpływa mocno na więź między kobietami. Motyw – pozwolę tak to tutaj nazwać – “śmierci relacji rodzinnej”, jest w tej książce równie ważny, jak przedstawione ostatnie historie postaci, których doświadczają kobiety.

Typ narracji i sposób odbioru przez czytelnika

Ciekawym i niezwykle trafnym zabiegiem jest w tej książce użycie różnych typów narracji, w zależności od aktualnie czytanego rozdziału. W części pierwszej opowiadającej o losach Idy, narracja została napisana w formie trzecioosobowej, dzięki czemu możliwy jest większy dystans relacyjny między narratorem, a odbiorcą. Wydarzenia zostały w dużej mierze opisane jako te, które miały już miejsce. Zostały one zrelacjonowane przez narratora po czasie, w którym one występują w momencie czytania. W niektórych fragmentach można jednak doświadczyć trwania wydarzeń w danej chwili – zwłaszcza wtedy, gdy wiążą się z dialogami, które zostały przedstawione jako teraźniejsze. Dzieją się więc na naszych oczach i możemy w nich uczestniczyć, stojąc “z boku” wydarzeń. Czytając o Idzie, od czasu do czasu można dostrzec bezpośrednie przejścia między opisami retrospektywnymi, a opowiadaniem sytuacji w momencie jej trwania. Stało się to możliwe dzięki rozpoczynaniu ich przeważnie od nowego akapitu, jak i wstępnymi uwagami narratora przed rozpoczęciem retrospekcji: “Jedna z myśli jest najmocniejsza, przepycha się przez inne i w ułamku sekundy dominuje nad pozostałymi. To obraz: jest maj, wiosna.” (s. 32).

W drugim rozdziale, gdzie zostaje przedstawiony urywek z życia Paraskewii, narrator przemienia się w byt pierwszoosobowy, a przytaczane historie zostają opisane oczami bohaterki. Dzięki temu zabiegowi jesteśmy w stanie podejść do jej sytuacji bardziej osobiście, z mniejszego dystansu. Historia ta staje się w ten sposób głównym trzonem wszystkich trzech bohaterek. Dodatkowo uzewnętrznia się to poprzez umieszczenie Paraskewii na środku historii. Stanowi ona genealogiczny fundament i rodzinne spoiwo, od którego wszystko się zaczęło. Kobieta, żona, matka i babcia, w obrębie której co jakiś czas poruszane są wątki związane z jej córką Idą i wnuczką Mają.

Ostatnia historia w sposobie narracji zbliżona jest do pierwszego rozdziału, przez co można odnieść wrażenie, że przytaczany fragment życia Mai toczy się w podobnym czasie, co historia Idy, jednak w innej przestrzeni. Różnicą jest to, że przedstawione tam urywki życia zbliżone są w sposobie odbioru do wydarzeń przedstawionych “tu i teraz”. Wpływać może na to zarówno częstsze występowanie dialogów, większa spójność czasowa – wydarzenia dzieją się przeważnie jedne po drugich – oraz brak tak wielu retrospekcji, jak to miało miejsce w opisie przeżyć jej mamy. W obrębie trwania powieści jest to najkrótszy rozdział.

Dla jakiego czytelnika będzie to dobra literatura, a komu bym jej nie poleciła?

+

Myślę, że będzie to dobra książka dla osób, które nie boją się tematów związanych ze śmiercią, próbami radzenia sobie z nią i z poczuciem utraty. Pomocny może być sposób czytania oparty na obiektywnym dystansie, niż wyłącznie subiektywne patrzenie na całokształt prezentowanych w niej postaci czy motywów. Czytelnik będzie wtedy w stanie dostrzec nie tylko najważniejsze treści, które wiążą się ze śmiercią, ale także dostrzec zarówno konotacje relacyjne, które zachodzą między kobietami, jak i kilka innych poruszanych wątków, ponieważ wbrew pozorom przedstawione tu zagadnienia nie wyczerpują tematu.

Na pewno nie polecałabym tej książki osobom, które całkiem niedawno doświadczyły bezpośredniej styczności ze śmiercią lub wciąż nie mogą się pogodzić z utratą. Dlatego, by przytaczane historie czy sposób ich przeżywania przez każdą z bohaterek nie okazał się zbyt żywy. Choć temat śmierci wiąże się z każdym człowiekiem, każdy ma jednak inny stopień wrażliwości na tego typu treści. Dlatego wstrzymałabym się z tą lekturą u osób, dla których na danym etapie byłoby to jednak zbyt wiele.

Dodatkowo nasuwa mi się, że osoby, które preferują raczej wartkość akcji – tu raczej jej nie znajdą. Jest to w dużej mierze książka opisowo-refleksyjna, z mocnym naciskiem na uszczegóławianie miejsca, odczuć i doświadczeń, z którymi mają do czynienia bohaterki. Ponadto nie ma tam ogólnie rozwoju fabuły z odcinka od-do. Czytelnik otrzymuje jedynie pewien fragment życia każdej z kobiet.

Co mnie w niej najbardziej urzekło?

Świetnie zastosowany zabieg pisania o wspomnieniach bohaterów oraz występująca w niewielkim stopniu dialogowość w powieści. Jeszcze parę lat temu raczej stawiałam na sporą ilość dialogów, aktualnie skłaniam się nieco częściej ku treściom opisowym oraz refleksyjnym. Mogę z nich więcej zaczerpnąć dla siebie, bardziej “chłonąć” przeżycia bohaterów oraz przedstawione w powieści opisy, niż skupiać się tylko na tym, co się zaraz wydarzy:

“Morze składa się z warstw, delikatnych, ulotnych, niewidzialnych. Można je wyczuć tylko ciałem, całą jego powierzchnią. Kto wsunie się między nie, poczuje ulgę, jakby to był powrót do dawno utraconego domu, do prawie już zapomnianego wielkiego oswojonego wspólnego ciała. Zielonkawoniebieski kolor wody jest kompresem dla pokłutych słońcem oczu. Drobne bąbelki wznoszą się skądś ku powierzchni jak zmaterializowane oznaki radości.” (s. 236)

Części retrospektywne rozpoczynają się przeważnie w subtelny sposób, z narastaniem różnego rodzaju obrazów przed czytelnikiem, co jest według mnie genialnym zabiegiem. Jest on zbliżony do stopniowego malowania obrazu przez artystę, który go tworzy na naszych oczach. Kiedy najważniejsze elementy obrazu zostają nam przedstawione, zostajemy przeniesieni w czasie do zaprzeszłych wydarzeń, które się działy w namalowanym przez narratora miejscu. Jeśli kogoś zaintrygował tego typu sposób przedstawienia wspomnień bohaterów – ta książka na pewno będzie świetnym przykładem pokazania tego kunsztu literackiego.

“Nagle stają jej przed oczami zakazane niepewne obrazy ogrodów Sępolna – idą z ojcem, przyglądając się z podziwem kwiatowym ogrodem przy ogromnych willach.” (s. 90-91)

“Ale obok są też inne pamięci, inne magazyny – to, co naprawdę się zdarzyło, to, co przekroczyło cieniutką błonę potencji, co można by zapisać kamerą na taśmie jako dowód. Dowód czego? Ida nie wie.” ( s. 87)

Co mi się nie spodobało?

Jedyne, co od czasu do czasu “raziło mnie po oczach”, to całościowe przytaczanie ukraińskich zdań w drugim rozdziale. Było to dla mnie niezrozumiałe i dość irytujące podczas czytania. Z pewnością wolałabym, by tego typu fragmenty zostaly chociaż tłumaczone w przypisach, bo choć ten język jest zbliżony do naszego i sama mam po części wschodnie korzenie – znacznie łatwiej jest mi przyswajać języki zachodnioeuropejskie, a ze wschodniosłowiańskich słów niewiele rozumiem. Choć muszę przyznać, że był to dość ciekawy zabieg w książce. Powodował iluzję trwania w rzeczywistości wojennej, podczas której Ukraińcy żyli w niektórych rejonach razem z Polakami i prawdopodobnie jeden drugiego nie był w stanie od razu zrozumieć. Niezależnie od tego, jakie były intencje autorki, do mnie jednak to nie przemówiło. Wolałabym wiedzieć, o co dokładnie chodzi w przytaczanym dialogu. Mimo tego mankamentu – to, co w całej historii jest najważniejsze, na pewno nikomu nie ucieknie. Nawet, jeśli podobnie jak ja, będzie ktoś doświadczać poczucia niezrozumienia w czytaniu ukraińskich zdań – w dużej mierze książka jest napisana po polsku 😉

Problematyka śmierci

Współcześnie coraz rzadziej mówi się o tematyce związanej ze śmiercią, utratą czy przemijaniem i raczej wręcz unika tego typu spraw. Czasem wrzuca się je do pudła z napisem “tabu”, choć podświadomie każdy człowiek wie, że pewnego dnia będzie się musiał z tym wszystkim zmierzyć. A kiedy już się pojawia, nie wie w jaki sposób sobie poradzić, bo na przykład nikt nikogo nie nauczył, jak umierać:

“Wszyscy umrzemy i powinniśmy się na to przygotować, powinniśmy powołać stowarzyszenia wspierające umieranie i ufundować szkoły, aby się tego nauczyć, żeby chociaż ten ostatni raz w życiu nie popełnić już błędu” ( s. 53)

Przytaczane spojrzenie na akt umierania przypomina mi mediewistyczny motyw Ars bene moriendi z tą różnicą, że zamiast ukazania w książce porad dobrego życia na rzecz dobrej śmierci i życia wiecznego, zostaje tu przedstawiona ta problematyka w bardziej dosłowny sposób. Niewykluczone, że w nieco głębszym postrzeganiu śmierci i umierania niewiele by się ten motyw różnił od czasów średniowiecznych. Gdyby sobie dodatkowo np. wyobrazić tego typu szkoły i jak miałyby wyglądać zajęcia z tanatologii, nasuwa się z pewnością szereg pytań – czy wszyscy stosowaliby się do tych zasad, czy rzeczywiście znacznie łatwiej byłoby się pogodzić z własną śmiercią lub utratą kogoś bliskiego, czy umieranie byłoby nieco łagodniejsze, łatwiejsze do “przejścia”?

To takie dość obrazowe i metaforyczne spojrzenie na poruszane zagadnienie, jednak daje czytelnikowi sporo do myślenia. Dlatego bardzo doceniam O. Tokarczuk za poruszanie tak ważnych kwestii związanych z ludzką egzystencją. Być może ta książka jest próbą pokazania współczesnemu odbiorcy, że uniwersalne prawdy życiowe zawsze będą ważne i warto się z nimi zmierzyć.

Dodatkowe uwagi

W jednej internetowej opinii zaskoczyło mnie, że według kogoś jest to książka jedynie dla kobiet. Osobiście się nie zgadzam, ponieważ prawdy zawarte w tej książce dotyczą każdego człowieka, zaś powoływanie się na to, że “opowiadają o kobietach” jest sporym ograniczeniem możliwości zarówno książki, jak i jej potencjalnego odbioru przez mężczyzn. Gdyby były w niej opisy wzniosłych, romantycznych uczuć, a książka należała do gatunku zwanego romansem, to rzeczywiście – raczej miałaby zawężone pole odbiorców 😉 Jednakże sposób pisania przez autorkę o kobiecej psychice może raczej pokazać mężczyznom, jakimi mechanizmami rządzi się sposób myślenia kobiet. Ukazuje rodzaje ich różnych reakcji na dane wydarzenia oraz z czego one wynikają. Zwłaszcza w momencie obojętnej i intrygującej reakcji Paraskewii wobec śmierci jej męża – można z biegiem głębszego poznawania jej przyczyn, zaczerpnąć dla siebie pożyteczną naukę na przyszłość. Niezależnie od płci, która będzie miała do czynienia z tą powieścią.

Ostatnie historie. Podsumowanie

Jak można ogólnie wywnioskować – mimo jednej niedogodności związanej z ukraińskim słownictwem, całokształt książki oceniam bardzo pozytywnie. Poruszana w niej tematyka nie ogranicza się jedynie do dwóch głównych motywów, które wymieniłam jako przodujące. Z pewnością każdy czytelnik odnajdzie w niej dodatkowe wartości tematyczne, które w jej obrębie wybrzmiewają. Na co jeszcze między innymi zwróciłam uwagę, to przykładowo czas wojny oraz zróżnicowanie narodowo-etniczne między Polakami, a ludźmi z Ukrainy, metaforyczny sposób postrzegania przez narratora roli, którą niesie ze sobą praca przewodnika czy autorytet mężczyzny jako ojca, kreślący mocną linią szlak (czasem nawet podświadomie) wyznaczający wartości życiowe, po którym może podążać jego podopieczny. Jednak to, jak te dodatkowe wątki się prezentują – pozostawiam już bogactwu Ostatnich historii, by przypadkiem nie streścić zbyt wiele 😉

Osobiście najbardziej zaintrygował mnie motyw przemijania i utraty tego, co zabrał czas, bo było to dla mnie pierwszym motywatorem do sięgnięcia po tę powieść. W przytoczonych słowach, nawiązaniach i bogatych opisach przeżyć, książka spełniła większość moich oczekiwań literackich. Dodatkowo, mogłam dzięki niej odkryć ogólną przyczynę oraz czynniki poboczne rozpadu relacji w przedstawionej rodzinie – niektóre z nich są dość powszechnie występujące i niewiele się różnią od realiów codziennego, współczesnego życia.

Jeśli ktoś z Was przymierza się do tej książki, to życzę przyjemnej lektury i zaczerpnięcia z niej jak najwięcej treści – o to na pewno nie będzie trudno 🙂

Ania

P. S.

Jest to moja pierwsza próba recenzowania, którą postanowiłam się podzielić na blogu. Wpis tworzyłam dwa razy dłużej, niż inne – nie tylko ze względu na uziemienie zatokowo-chorobowe, które mnie zatrzymało na pewien czas 😉 Z natury w pisaniu najwięcej czasu schodzi mi na redagowanie własnego tekstu, a z drugiej strony musiałam się ostatecznie zdecydować, jaki kształt miałyby mieć moje opinie o książkach. Raczej pozostanę przy tego typu formie, by skupiać się na takiej tematyce, która w danej lekturze mnie najbardziej zaintrygowała, a także dodać nieco więcej od siebie, np. uwag analitycznych, bo tego podczas czytania jakichkolwiek innych recenzji zazwyczaj mi mocno brakowało. Jak widać – opinie będą kształtem podobne do wpisów związanych z moimi pomysłami na różne uszytki z tą różnicą, że będzie tutaj znacznie więcej słów oraz mniej zdjęć i emotikon, by nie przeszkadzały podczas wczytywania się w tekst 😉

Jedynie wahałam się, czy pisanie o książkach nie będzie kolidować z główną nazwą bloga, która raczej jednoznacznie wskazuje na szycie. Ostatecznie uznałam, że kolorystycznie do mojego logo też przypasuje, bo będzie to pisanie czarno na białym, jak postrzegam dany utwór literacki. Teoria trochę naciągane, ale – wciąż pozostaję przy zachowaniu “ducha Białej Nici”, bo bez tego wszelkie pisanie tutaj nie miałoby sensu. Liczę, że tematy książkowe przypadną Wam do gustu równie mocno, jak szyciowe, a może nawet będą się czasem dopełniać.

Pisać o książkach chciałam już od dawna, tylko nigdy nie wiedziałam jak się za to odpowiednio zabrać. Teraz wiem nieco więcej, choć z pewnością wciąż mniej, niż bym chciała 😉 W miarę samorozwoju związanego z pisaniem, literaturą i trwania studiów filologicznych, chcę stopniowo dążyć do głębszego spojrzenia na literaturę – zobaczymy, co przyniesie czas. Jeśli ktoś z Was ma jakieś cenne wskazówki z tym związane lub chciałby w przyszłości poczytać o recenzjach innych książek – zachęcam do napisania swoich uwag w komentarzu lub w prywatnej wiadomości 🙂

IMG 8559 1024x584 Ostatnie historie Olgi Tokarczuk   pierwsza recenzja książki na blogu

Cześć! Jestem Ania i pasjonuję się szyciem. Na moim blogu znajdziesz różne szyciowe inspiracje, tutoriale, wzmianki o macierzyństwie, a nawet przepisy i wiele więcej. Biała Nić (nią szyję najwięcej) to blog nie tylko o szyciu, choć głównie na nim się opiera. Liczę, że w moim małym świecie znajdziesz coś dla siebie :)

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *